W powietrzu unosił się zapach brzóz,
na wieczornym sklepieniu zebrały chmury.
W cichym wietrze nadciąga mróz,
wyciągnęłam mokry palec do góry.
Numery opisały trójkątne figury.
Trzy nasze światy w jedno zebrane,
te z północy w ciemność przebrane.
Poczułam przez stopy drżenie Ziemi,
Spadł deszcz, lecz ogień w oczach się mienił.
Z lasu wilków pieśń wyprowadziła dziki do miasta,
natura upomni się o swoje, gdy napięcie wzrasta.
A czy Ty, pójdziesz ze mną, kiedy światło się pali,
Ale też, gdy nadejdą jaspisowe barwy z oddali?
Energia wzrasta i opada, ale nadal coś czuje
mrocznego w powiewach powietrza się snuje.
Serce bije jak dzwon, a ciało lewituje.
W mym umyśle kolejny obraz maluję.
Nie martw się dziś, teraz jest piękna pogoda.
O jutro martwić się przyjdzie jeszcze pora.
Będą piątki w Marcu, i wiosenna przygoda.
Ja chcę patrzeć w Twoje oczy, to dla mnie nagroda.